Rząd Donalda Tuska ma dobre chęci. Gdyby tylko mógł, przychyliłby nieba każdemu obywatelowi. Ale niestety przyszło mu działać w wyjątkowo trudnych czasach, w przeciwieństwie do poprzedniej ekipy. Wokół gromadzi się pełno psujów, sypiących piach w tryby, znakomicie naoliwionej maszyny. A to prezydent wetujący ustawy, partie opozycyjne, które zamiast popierać cenne inicjatywy, szukają dziury w całym czy nawet zachodnie media. "Looking nice but doing nothing" - to tytuł artykułu z czerwcowego The Economist, opisującego poczynania premiera z Gdańska. Co gorsza, do licznego grona przeszkadzaczy dołączają nowi. Od niedawna w tym gronie znajdują się operatorzy telekomunikacyjni. Przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury poskarżyli się mediom, że opóźnienia w przygotowaniu strategii rozwoju telekomunikacyjnego to wina telekomów, które ociągają się z przedstawieniem własnych propozycji. Ten komunikat tak naprawdę niewiele nam mówi, ponieważ nie znamy założeń strategii. Z drugiej strony dość łatwo można odczytać intencje autorów. Ministerstwo pracuje w pocie czoła nad strategią, ale niestety jest osamotnione, bowiem znów znaleźli się psuje, czyli operatorzy. Ci z kolei tłumaczą się, że nie są rozliczani przez wyborców lecz udziałowców, a tych ostatnich nie interesują obietnice lecz wyniki finansowe. W nieoficjalnych rozmowach operatorzy przyznają, że bez zapewnień ze strony rządu dotyczących zwrotu z inwestycji związanych z rozbudową infrastruktury, trudno włączyć się do jakichkolwiek działań. - Bez konkretnych podstaw biznesowych można tylko fantazjować o powiększaniu capacity sieci. To jest inwestycja, na którą wyłożymy własne pieniądze i musimy mieć pewność zwrotu poniesionych nakładów - wypowiada się na łamach Teleinfo24 jeden z wiceprezesów jednego z operatorów. Trochę trudno mi uwierzyć, że telekomy mają w głębokim poważaniu rozwój sieci. Przecież przedsiębiorcy telekomunikacyjni od dawna domagają się nie tylko strategii, ale także likwidacji barier inwestycyjnych. Te ostatnie być może udałoby się w miarę szybko zlikwidować, gdyby nie to, że administracja Tuska cofnęła gotowy i zaakceptowany przez poprzedni Komitet Rady Ministrów dokument "Bariery inwestycyjne w telekomunikacji". Warto także przypomnieć, że w wielu państwach UE rząd aktywni włączył się w budowę infostrad. We wzorcowej Irlandii, aby poprawić na terenach wiejskich wskaźnik dostępu do Internetu ekipa rządząca wprowadziła program skierowany do dostawców, dzięki któremu firmy mogą uzyskać nawet do 55 procent zwrotu z inwestycji w łącza Z kolei we Włoszech rząd wydał około 300 milionów euro na inwestycje zwiększające dostępność broadbandu na południu kraju. W ciągu sześciu lat stopień penetracji wzrósł z 0,7 do 15,8 procent. W Polsce jak na razie MI skarży się na krnąbrnych operatorów, utrudniających wdrożenie nowej strategii. Dokąd to zaprowadzi? Tego nie wiemy, ale środowisko telekomunikacyjne nie ma wątpliwości, że rozbudowa sieci transmisji danych jest konieczna nie tylko ze względu na Euro 2012, ale przede wszystkim rosnące zapotrzebowanie na transfer danych. Jak się okazuje niewiele lepiej dzieje się w siostrzanej branży - informatyce. Choć tutaj trudno wskazać psujów. MSWiA najwyraźniej nie radzi sobie z opracowaniem koncepcji informatyzacji kraju. "Rządowa strategia informatyzacji kraju" miała być gotowa w czerwcu, mamy już drugą połówkę sierpnia, a tu ani widu, ani słychu. Dokument jest o tyle ważny, bowiem pozwoli ogłosić przetargi na systemy informatyczne, których wartość szacuje się na 14 mld zł. Najważniejsze projekty to Rejestr Usług Medycznych, e-podatki, Pl.ID i PESEL2 platforma usług publicznych e-PUAP i informatyzacja głównych rejestrów państwowych. Warto przy okazji przypomnieć, że jeszcze kilka miesięcy niektórzy politycy, głównie z obozu rządowego, wypowiadali się z entuzjazmem się o wprowadzeniu głosowania przez Internet. Z kolei w maju Donald Tusk obiecał rozdać na początku roku szkolnego 2010/11 wszystkim gimnazjalistom laptopy wraz z dostępem do Internetu.. Nie wiem jak traktować te zapowiedzi, zwłaszcza w kontekście ślimaczego tempa opracowywania dwóch istotnych strategii. Ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia, bowiem w najbliższym czasie będziemy dyskutować o tarczy antyrakietowej, no i o tym jak uzdrowić polski sport.
Wojciech Urbanek jest redaktorem naczelnym Świata Telekomunikacji