Blisko miesiąc temu pisałem o moich zmaganiach z operatorem telefonii komórkowej, który w żaden sposób nie potrafił lub nie chciał nagrodzić mojej lojalności. Handlowcy od niechcenia oferowali kiepskie telefony w atrakcyjnych cenach bądź dobre modele w cenach niewiele różniących się od tych oferowanych przez sklepy internetowe. Subtelna różnica polegała jedynie na tym, że ze sklepem nie musiałem podpisywać dwuletniej umowy. Nie lepiej było z taryfami. Najbardziej zdolni sprzedawcy potrafili zaproponować z uśmiechem na twarz warunki gorsze aniżeli otrzymałbym wchodząc z ulicy do salonu któregokolwiek z konkurentów. Ale i tak nikt nie przebije młodej damy z salonu sprzedaży, która, kiedy zacząłem trochę wybrzydzać, zapytała czy chcę rozwiązać umowę na miejscu. To przelało czarę goryczy, postanowiłem przenieść numer do innego operatora. Tak też uczyniłem, ale zgodnie z regulaminem jeszcze przez 30 dni numer należał do mojego byłego usługodawcy. I nagle wszystko odmieniło się jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. Pewnych siebie, uśmiechniętych luzaków zastąpili zatroskani odejściem klienta handlowcy. Otrzymałem SMS-y z prośbą o kontakt, a telemarketerzy kilkakrotnie przekonywali, że naprawdę warto zostać i jeszcze nic straconego, a złożony wniosek o przeniesienie numeru wcale nie oznacza naszego definitywnego rozstania. Dlaczego Pan rezygnuje z naszych usług, jesteśmy przecież razem już od sześciu lat? Co się stało? Dlaczego nie podoba się Panu nasza oferta? To tylko niektóre z pytań zadawanych przez telemarketerów. Ale tym razem za w ślad za słowami poszły czyny. Handlowcy potrafili znaleźć całkiem przyzwoity telefon za 1PLN oraz bardzo korzystny abonament. Zatem nie warto biegać po salonach, najlepiej złożyć wniosek o przeniesienie numeru do innej sieci i czekać na rozwój wypadków. Poza tym jak wytłumaczyli mi bardziej wtajemniczeni, handlowiec w salonie nie ma żadnego interesu, aby zatrzymać klienta, on walczy o nowych. Od czarnej roboty są telemarketerzy. I trzeba przyznać, że wykonują ją całkiem nieźle. Ale nie zawsze można naprawić to co popsują ich koledzy w salonach.