- Jakie telefony najbardziej Pana interesują - zapytała telemarketerka. -
Smartfony - odpowiedziałem. - Niestety
nie mamy takich modeli - usłyszałem w słuchawce. Moja dwuletnia umowa powoli się kończy, stąd operator przypomniał sobie o mojej skromnej osobie. Warto byłoby skorzystać z okazji. Niemniej najpierw musiałem wytłumaczyć Pani czym
jest smartfon. Zrobiłem to na tyle skutecznie, że smartfony
się znalazły. Wprawdzie oferta nie rzuciła mnie na kolana, ale coś dla siebie wybrałem. Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że nie oczekiwałam od operatora telefonu
wyłącznie za 1 PLN, o czym wspomniałem mojej rozmówczyni. Pani od smartfonów zadzwoniła
zgodnie z umową na drugi dzień - Czy wybrał Pan jakiś telefonik dla siebie - zapytała. Podałem model z listy przedstawionej poprzedniego dnia przez
telemarketerkę. - Przykro mi tego
telefonu akurat nie mamy, a może Nokia E51 - odpowiedziała. To dobry telefon, aczkolwiek bardziej
odpowiadałby mi aparat z większym wyświetlaczem, dlatego podziękowałem. W końcu
udałem się do salonu firmowego operatora. Przedstawiłem swoje oczekiwania
dotyczące telefonu, nie używając na wszelki wypadek nazwy smartfon. Po czym
handlowiec przyniósł mi Nokię E51, Nokię N95 8GB, zresztą w wyjątkowo
nieatrakcyjnej cenie, i jeden z
modeli Sony Ericssona, którego
funkcjonalność nijak miała się do przedstawionych przeze mnie wymagań. Odszedłem
z kwitkiem. Postanowiłem zatem odwiedzić konkurentów. I dwóch operatorów mile mnie zaskoczyło. Z jednej strony stosunkowo bogatą
ofertą terminali, a z drugiej profesjonalizmem handlowców, którzy bez trudu
potrafili zaoferować telefony spełniające moje oczekiwanie. Przy okazji bliżej przyjrzałem się cenom
osławionej Nokii E51 i poczułem się "nabity w butelkę". Mój operator zaoferował
mi ten telefon za 99 PLN w abonamencie
firmowym. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jestem abonentem tej sieci już od sześciu lat,
a na dodatek mam jeszcze drugi abonament. Byłaby to przyzwoita cena, ale
jeśli porównać ją z ofertą innych operatorów, którzy oferują ten telefon dla
nowych klientów w identycznej lub nawet niższej cenie, a na dodatek przy
podobnym abonamencie, można poczuć dyskomfort. Niewiele lepiej sytuacja przedstawiała się w przypadku innych subsydiowanych
smartfonów. Mój operator był gotów dopłacić do porządnego aparatu około 400
PLN, a dwaj jego konkurenci dwa razy
więcej. Z pewnością przeszedłbym obok tego obojętnie, gdyby nie puste
marketingowe formułki typu "specjalna oferta dla stałych klientów". Usługodawca
potraktował mnie niczym półgłówka, który nie jest w stanie sprawdzić cen w
Internecie lub odnaleźć salonów sprzedaży konkurentów. Owszem klasyczna teoria
marketingu skupiała się na sztuce pozyskiwaniu nowych
klientów. Ale już dość dawno udowodniono, że to tylko połowa sukcesu. Prawdziwą sztuką
jest zatrzymać klientów, tym bardziej, że koszty pozyskania nowego, mogą być
nawet pięciokrotnie wyższe od kosztów usatysfakcjonowania klienta już
posiadanego. Z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć strategię operatora, lekceważącego swoich usługobiorców. Jeszcze do
niedawna klienci właściwie nie za bardzo mieli gdzie odchodzić, a poza tym przez długi czas nie było możliwości przenoszenia numeru. Trójka graczy
podzieliła między sobą równomiernie rynek, nie robiąc sobie krzywdy. Ale
pojawienie się w ubiegłym roku nowego operatora przerwało sielankę. Niestety
nie do wszystkich to chyba jeszcze dotarło. Warto się obudzić, bowiem nadchodzą następni.
Wojciech Urbanek jest redaktorem naczelnym Świata Telekomunikacji
26 cze · Cz 2008
Do diabła z takim klientem